Bohaterami jednej z przedwojennych anegdot są dwaj przedsiębiorcy, którzy rozmawiają o niedawno przyjętym do ich firmy inżynierze. Jeden, wychwalając nieprzeciętne zdolności pracownika, nie może powstrzymać się od stwierdzenia: „To geniusz”. Drugi myśli bardziej zdroworozsądkowo: „A co mi po geniuszu? Mnie wystarczy, że będzie fachowcem”.